Kiedy nasze dzieci chorują…

Kiedy nasze dzieci chorują…

Odkąd moja córka skończyła parę miesięcy ciągle i ciągle miała katar. Kiedy chodziłam z nią do lekarza pani doktor tłumaczyła, że ma po prostu krótką przegrodę nosową i że później z tego wyrośnie. Problem jednak nigdy nie zniknął. Miała parę przerw gdzie kataru nie było jednak przez wszystkie te lata ciągle i ciągle był problem.


Jeździłam z nią do laryngologa, później do alergologa. Miała robione testy alergologiczne, które również nic nie wykazały. Jednak dostała na parę miesięcy od pani alergolog lek, który na chwilę jej pomógł. Było to przed wyjazdem do Holandii. A więc kiedy miała trzy latka. Przed samym wyjazdem przez parę miesięcy kiedy przyjmowała lek i po tym jak go skończyła nie było kataru. Wkrótce po tym wyjechaliśmy do Holandii gdzie kataru nie było wcale. Sporadycznie, jednak był to po prostu normalny katar a nie gęsta zielona zawiesina z zatok.
Odkąd wróciliśmy z Holandii córka znów zaczęła mieć ciągle zapchany nos i gęsty katar. I tak aż do tej pory ciągle i ciągle szukałam przyczyny, źródła problemu. Robiłam wiele różnych procesów sama jednak ciągle nie mogłam dotrzeć do źródła. W zasadzie to co mi ciągle przychodziło to myślałam świadomie, że mamy uzdrowione…
Napisałam na jednej z grup o poradę ponieważ ciągle czułam, że to jest jakiś konflikt, który jest związany ze mną. Kiedy napisałam, że jedyne co mi przychodzi to frustracja na miejsce zamieszkania do którego wróciłam może mieć wpływ ale, że mam to uzdrowione dostałam odpowiedź, że najwidoczniej nie skoro córka ciągle ten katar ma.


Okazało się, że kiedy weszłam w proces zostałam tak poprowadzona energetycznie, że od razu zobaczyłam sytuację gdzie to się zaczęło. Faktycznie okazało się, że nie zostało to uzdrowione ponieważ tej sytuacji i co tam się pokazało nie przerobiłam…
Zobaczyłam siebie kiedy siedzę sama i karmię moją córkę. Siedzimy na dużym łóżku w sypialni a mój dwuletni syn skacze ciągle po łóżku i mi po plecach a ja nie mogę karmić małej. Jestem strasznie ale to strasznie zdenerwowana. Nie daję rady ogarnąć ich. Czuję się kompletnie sama, sfrustrowana, płaczę. Złość ze mnie kipi. Nienawidzę tego miejsca i mojego męża, który mi nie pomaga kiedy go właśnie teraz potrzebuję. On pracował ale ja czułam się w tym kompletnie zagubiona. Nie dawałam rady, karmiłam moją córkę, krzyczałam na syna i czułam się kompletnie bezsilna i bezradna. Byłam wyczerpana fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. Przez cały czas nienawidziłam tego miejsca gdzie mieszkam i wszystko mnie tutaj irytowało. Moja córka od urodzenia budziła się co dwie godziny i strasznie płakała. Chciała ciągle być przy mnie… Przyczyna tego zachowania również mi się pokazała w tym procesie.
Parę miesięcy po tym wydarzeniu pokazały mi się kolejne sceny. Mój tato pływał. Nie było go przez pół roku w domu, wracał na parę miesięcy i później znów w rejs. I tak było cały czas. Odkąd pamiętam siedziałam i czekałam aż wróci. Mamę pamiętam jaka był zła na wszystko i ciągle radziła sobie też ze wszystkim sama. Kiedy mój mąż zaczął pracować w Niemczech przypomniałam sobie co czułam wtedy. W tym procesie poczułam cały ten lęk i strach przed tym, że mój mąż też wyjedzie, że będę z tym wszystkim sama jak mama. Wyjeżdżał w niedzielę i wracał w piątek, trwało to osiem miesięcy jednak dla mnie to była wieczność. Z malutkimi dziećmi w stanie takim jakim byłam każdego dnia po prostu resztkami sił wstawałam i ogarniałam co trzeba było. Zastanawiam się często teraz jak ja w ogóle wtedy dawałam radę funkcjonować…
Zobaczyłam w tym procesie wewnętrzne dzieci moich dzieci. One wzięły na siebie mój ból. Chciały mi “pomóc” w moim cierpieniu i bólu…. chciały mi ulżyć, chciały być dla mnie energetycznie oczywiście wsparciem, którego wtedy nie miałam… wzięły na siebie te emocje, które mnie tak męczyły. I ja faktycznie w swoich procesach wiele uzdrowiłam jednak w tą sytuację nie weszłam tak aby z ich barków ściągnąć tą odpowiedzialność za mnie. One poczuły się odpowiedzialne za mnie. Tak jak ja kiedyś poczułam się za moją mamę. W tym procesie powiedziałam, że one nie muszą nosić już mojego bólu i cierpienia, że to jest moja odpowiedzialność uporać się z tym i uzdrowić to.
I nagle strumień białej energii zaczął wypełniać całą naszą trójkę… zobaczyłam jak moje dzieci są napełniane tą energią. Zobaczyłam jak kłęby w postaci ciemnych chmur opuszczają ich pola energetyczne. Przeprosiłam ich za tą krzywdę jaką im wyrządziłam… Tak trwaliśmy dobrych kilka minut w tej energii…
Kiedy proces się skończył poczułam ulgę… jakby jakiś ogromny ciężar spadł mi z pleców…
Następnego dnia moja córka obudziła się bez kataru…
Mój syn natomiast w tym czasie kiedy mąż jeździł do Niemiec zachorował na zapalenie płuc. Co parę miesięcy był w szpitalu…Kiedy teraz zrobiłam ten proces bardzo mocno kaszlał znowu.
Dziś jest ok.
Wszystko co dzieje się z naszymi dziećmi ma związek z nami. Potrzeba sobie to uświadomić aby móc zacząć rozwiązywać konflikty i pomóc naszym dzieciom. One są do nas energetycznie podłączone i chłoną wszystko jak przysłowiowe gąbki. Jednak pracując z wewnętrznym dzieckiem jako mama czy tata możecie również pracować z wewnętrznymi dziećmi swoich dzieci aby pomóc im w rozwiązywaniu ich konfliktów, które w rzeczywistości są naszymi nie rozwiązanymi konfliktami… Mnie również bardzo interesuje Totalna Biologia. Według Totalnej Biologi jest to konflikt nieznośnego zapachu innej osoby, chęć wyrzucenia kogoś ze swojego nosa ( ze swojego terytorium), coś mi tu śmierdzi, konflikt odnoszący się do problemu lub trudności, których chcemy się pozbyć, problem w domu boję się o siebie… To jest Nos, błona śluzowa jamy nosowej.


Zanim zaczęłam pracę z wewnętrznym dzieckiem ciągle i ciągle szukałam książek jak postępować z dziećmi, dlaczego chorują itd. Moje dzieci bardzo chorowały a ja czasami byłam tak umęczona i wkurzona, że nie dawałam rady… teraz wiem, że jak chorują coś jest we mnie co woła o uwagę. To ja najpierw muszę zobaczyć u siebie o co chodzi a później mogę wejść w proces i zobaczyć co się dzieje u nich. Mamy wspaniałe możliwości, korzystajmy z nich!

Bagaż, który my nosimy najczęściej przejmują od nas dzieci i kiedy tego nie uzdrowimy w sobie to one idą z tym dalej w świat tak jak my idziemy z bagażem od naszych rodziców…z naszymi traumami. Kiedyś tego nie rozumiałam i za wszystko obwiniałam siebie. To nie chodzi o to aby teraz wpadać w poczucie winny i się użalać nad sobą tylko aby uświadomić sobie, że to wszystko zaczyna się od nas jeśli chodzi o nasze dzieci… Tak jak inne osoby nam pokazują gdzie musimy zajrzeć w siebie również dzieci są dla nas doskonałymi nauczycielami… Ja też znów poczułam się winna, że mój bagaż teraz niosą moje dzieci ale z każdym dniem biorę tą odpowiedzialność za siebie i działam… Siadam do procesu i pracuję. Często jest tak, że odruchowo oceniamy to zachowanie dziecka z zewnątrz ale odkąd pracuję z wewnętrznym dzieckiem kiedy moje dzieci nie słuchają siadam i patrzę gdzie ja siebie nie słucham… zadaję pytania o co chodzi. A może po prostu mi pokazują coś? Czy spełniam ich potrzeby? Być może w danej chwili czegoś potrzebują i próbują zwrócić uwagę a ja tego świadomie nie widzę? Ja też popełniam błędy i ciągle się uczę… Akceptuję to i już sobie nie wyrzucam, że nawet poprzez to jak funkcjonowałam kiedyś moje dzieci chorowały… Wielu rzeczy nie jesteśmy po prostu świadomi ale pamiętajmy to nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Każdego dnia mamy wybór. Zacznijmy dokonywać świadomych wyborów aby pomóc najpierw sobie a później będziemy mogli pomóc swoim dzieciom… Taka jest kolejność.

Dodaj komentarz