My i dzieci….

My i dzieci….

Parę dni temu poczułam niesamowitą złość i frustrację choć świadomie nie widziałam problemu. Poczułam, że zmieniło się moje nastawienie do dzieci. Wiele procesów, których zrobiłam ostatnio dotyczyło własnie dzieci i tym razem po raz kolejny musiałam spotkać się z tym co zaczęło mi wywalać.

Pisałam ostatnio o moich dzieciach, jakie przechodzę z nimi procesy. U mnie te procesy zaczęły się akurat przed całym zamknięciem nas w domach.

Parę dni temu powróciła do mnie myśl. Była bardzo silna. I sytuacja kiedy to mówię do mojej cioci, że ja nie chcę mieć dzieci! Czułam to wtedy bardzo mocno. Poprzez doświadczenia jakie miałam w domu znienawidziłam dzieci. Czułam się w ich towarzystwie bardzo nieswojo… Nie wiedziałam jak mam z nimi rozmawiać. A one jak na złość lgnęły do mnie. Wkurzałam się bo nie potrafiłam się nimi zajmować. Nie rozumiałam. Myślałam, że wiele rzeczy robią specjalnie… A czy tak jest? Czy one faktycznie zachowują się specjalnie żeby nas wkurzyć, zdenerwować? Czy za tym stoją ich niezaspokojone potrzeby…
Dwa razy byłam opiekunką do dzieci. Raz w Niemczech. Drugi raz w Stanach. W obydwu pracach sprawdziłam się super. Dodatkowo w Stanach miałam jeszcze chłopca do opieki z którym żadna z opiekunek nie mogła wytrzymać a mnie on uwielbiał i się ze mną dogadywał. Nie rozumiałam tego. Dlaczego się tak działo. Nienawidziłam dzieci a ciągle jeszcze cały czas życie kierowało mnie w ich stronę…

W związku z obostrzeniami jakie weszły od 25 marca poczułam, że wszystko zaczyna się we mnie wywracać do góry nogami. Poczułam, że moja wolność zostaje naruszona, poczułam się bezradna w całej tej sytuacji. I nie chodziło o to, że mam być całe te dnie z dziećmi, to pokazało się dopiero w procesie. Poczułam się tak jakby rząd był moją mamą, która znów mówi mi co mam robić, jak się zachowywać. Poczułam jak na nowo jestem ograniczana. Świadomie oczywiście rozumiem te decyzje jednak w moim wnętrzu pojawił się bunt. Wiedziałam, że wychodzi mi coś na bardzo głębokim poziomie. Kiedy usiadłam do procesu i zaczęłam procesować to pokazały się moje lęki, strach. Nie czułam tego świadomie jednak to wszystko w mojej energetyce wibrowało. Idąc dalej zaczęłam przypominać sobie sytuacje kiedy moje rodzeństwo było małe i zaczęły mi się pokazywać sceny kiedy na nich krzyczę. Procesowałam już to wszystko nie raz. Zobaczyłam teraz siebie z moimi dziećmi kiedy krzyczę na nich. Ten strach, lęk, ograniczenia spowodowały, że musiałam po raz kolejny zejść do moich doświadczeń również kiedy urodziły się moje dzieci. W związku z tym iż procesowałam dużo z wewnętrznym dzieckiem nauczyłam się akceptować to co przychodzi jednaka w obecnych okolicznościach zostałam zmuszona zajrzeć głębiej. Podczas tego procesu zobaczyłam siebie znów w latach kiedy siedziałam sama z dziećmi. Kiedy na nie krzyczę i nie mogę sobie z nimi poradzić. Teraz choć wszystko wygląda inaczej ja poczułam się dokładnie tak samo. Jakbym to nie była ja… To uczucie było nie do zniesienia. I kiedy zeszłam w tym procesie do tych sytuacji poczułam całą moją niechęć do dzieci, frustrację, złość, że nie mogę się realizować. Te uczucia były we mnie nadal nie uzdrowione. Poczułam to wszystko kiedy mówiłam wtedy do cioci, że ja nie chcę mieć dzieci. Pomimo tego, że później zmieniłam zdanie i chciałam mieć dzieci, energetycznie miałam silnie zapisane przekonania, że dzieci są złe, że są przeszkodą, że nie mogę mieć swojego czasu dla siebie, że mam być tylko dla nich a moje życie jakby przestało się toczyć. Poczułam się jakbym była zniewolona, ograniczona i totalnie bezradna. Pomyślałam, że przecież już było dobrze, że przecież już tyle pracy wykonałam o co jeszcze chodzi w tym wszystkim. Wtedy również pokazały się moje wcielenia z dziećmi. Jestem ich starszą siostrą. I moje życie jako starszej siostry polegało na zajmowaniu się nimi. I kiedy one idą w świat, realizują się ja jestem już za stara aby wyjść za mąż aby móc realizować siebie… Resztę życia spędzam na obwinianiu ich za wszystko. To tam powstała ta złość do dzieci, niechęć, frustracja. Oczyszczałam to wcielenie i poczułam się dopiero wtedy wolna. Moja energia zablokowana w tamtym wcieleniu została uwolniona.


Po tym procesie poczułam się sobą. Jakbym przestała odgrywać rolę. Tak naprawdę nigdy dzieci nie lubiłam. Tu nawet nie chodziło o moje rodzeństwo. Takie doświadczenia mnie spotkały bo na planie karmicznym tak musiało być. Całą tą niechęć do dzieci miałam w swojej energii i moje rodzeństwo i później moje dzieci mi to tylko pokazywały. Kiedy najpierw rodził się mój brat to nawet nie chciałam na niego spojrzeć, z bliźniakami byłam już starsza inaczej do wszystkiego podchodziłam ale czułam się strasznie bezradna… Jednak wcześniej nie byłam w stanie tego zobaczyć bo kiedy jesteśmy w naszych procesach to na daną chwilę wychodzi to co nas tak bardzo blokuje. Procesowałam doświadczenia z moim rodzeństwem i kiedy to przerobiłam pojawiła się przestrzeń na kolejne warstwy. Dopiero tam mogłam zobaczyć, że cała moja niechęć do dzieci nie jest z tego wcielenia… Nie widziałam tego wcześniej bo cały obraz był przesłonięty tymi doświadczenia z dzieciństwa. Dopiero kiedy przerobimy i przeprocesujemy to co na wierzchu, możemy iść zaglądać dalej..


Piszę dzisiaj o tym ponieważ wiele z nas rodziców teraz właśnie przeżywa różne rozterki. Nie rozumie dlaczego jesteśmy pozamykane z dziećmi w domu. Ano dlatego aby nasze dzieci mogły poczuć, że są kochane bez względu na to jakie są, że są akceptowane i rozumiane a przede wszystkim, że są ważne. Na poziomie energii dzieci czują wszystko, czują nasze emocje, naszą frustrację, niezadowolenie. Jeśli siadasz do zabawy z dzieckiem a w głowie masz myśli co trzeba zrobić, czym się zająć i tak naprawdę nie jesteś całą sobą z dzieckiem to ono to wszystko czuje, dla niego w tym momencie jest przekaz, że nie jest ważne. Wszystko to zrozumiałam całkiem niedawno. Zajęło mi to trochę czasu. U mnie był ciągle problem układania w głowie, co muszę zrobić, co napisać, jaki proces, jaką medytację itd. To wszystko spowodowało, że zaczęłam bardzo być sfrustrowana i jeszcze bardziej oddzielać się energetycznie od swojej rodziny. Kiedy zaczęłam to sobie uswiadamiać i zaczęłam robić z nimi te procesy to okazało się, że można to wszytsko połączyć. I to nie jest tak, że dzieci jak za pomocą czarodziejskiej różdzki przestały mnie denerwować jednak procesując to wszystko co wychodzi przychodzi głębsze zrozumienie, uwolnienie tych emocji, które zalegają i przyjmują kontrole i zaczynam czuć, że jestem w stanie ogarniać swoje życie, bez tej ciągłej walki i frustracji. Poczułam po tym ostatnim procesie, że jestem jakby sobą z dziećmi. Dopiero teraz kiedy nie reaguje tak nerwowo, bo naprawdę wywaliła mi taka energia, że ciężko było. Jednak ja się nigdy nie poddaję. Czasami przepracowanie pewnych tematów zajmuje mi dłużej ponieważ w emocjach nie widzę i nie słyszę u siebie przyczyny ale się nigdy nie poddaję. Mam taką silną determinację w sobie. Uważam, że wszystko, absolutnie wszystko można osiągnąć. Dla mnie teraz moim celem stało się uzdrowienie relacji aby całkowicie i w 100 procentach żyć w zgodzie, bez frustracji, złości, poczucia zmarnowanego czasu… Wiem, że wszystko można.


Poniżej wklejam również wiadomość od jednej z moich klientek. Taką wiadomość dostałam od niej po sesji na której pracowałyśmy z wewnętrznym dzieckiem jej synka!

Cześć Aniu. Chciałabym Ci napisać co się dzieje po ostatniej sesji u mnie. Przez te wszystkie dni moje dziecko codziennie rano wstaje spokojne bez żadnych histerii na mój widok. W ciągu dnia dużo czasu chce spędzać przy mnie tak jakby woli być ze mną niż z moim mężem, przestał na mnie krzyczeć i bić mnie. apropo zasypiania zawsze jak chciałam go przytulić jak go usypiałam to odrzucał moja rękę i mówił “nie mama!” , a teraz kładzie się obok mnie i mówi “mama tuli ” aż mi się płakać zachciało jak to pisze, cud się wydarzył oby coraz więcej takich. No i ja czuje się jakaś taka spokojniejsza . Dziękuję Ci


Wszystko jest możliwe i wszystko można w swoim życiu zmienić. To do Ciebie należy decyzja czy chcesz? Czy będziesz uciekać? Znajdować coraz to nowe wymówki? Czasami jak czytam i słyszę, że jak ma się dzieci to nie ma się czasu… są inne priorytety itd. To nie jest prawda. Wiem o tym bo również byłam taką mamą. Jednak kiedy ustawiłam swoje priorytety i postawiłam na siebie to i zaczął się czas znajdować. To naprawdę zależy wszystko od naszych chęci i nastawienia. Wtedy wszystko zaczyna się tak zmieniać aby nam pomóc. Jednak to my musimy podjąć działania w realu, nikt tego za nas nie zrobi.
Ten czas jest nam dany abyśmy na powrót zobaczyli o co w życiu chodzi. Jeśli jesteś mamą, która się szarpie ze swoimi dziećmi w tym czasie to mówię Tobie szczerze. Masz pracę do wykonania! Dzieci chcą się czuć ważne, kochane i bezpieczne, chcą się liczyć w domu, chcą być widziane, zauważane i zrozumiane.
Jeśli tego brakuje robią wszystko aby poczuć się ważne, zauważone…
I wiecie co? Ja to wszystko wiedziałam ale nie poczułam tego tak jak teraz. A w tym wszystkim chodzi aby poczuć, doświadczyć. Wtedy jesteśmy w stanie dokonywać zmian.


Jeśli potrzebujesz pomocy bądź wsparcia w Twoim procesie to serdecznie zapraszam na sesję online. Poprowadzę Ciebie tak aby wszystko co teraz przeszkadza, blokuje i nie pozwala ruszyć z miejsca uwolniło się. Teraz jest na to najodpowiedniejszy czas. To jest czas wielkich zmian na Ziemi i Twoich zmian!

Z serca zapraszam

Ania

Dodaj komentarz