Znów ta rana odrzucenia…

Znów ta rana odrzucenia…

Parę tygodni temu po raz kolejny przyszło mi zmierzyć się z raną odrzucenia…
Przez bardzo długi czas ciężko było mi znaleźć przyczynę mojego kompulsywnego odżywiania. Odkąd pamiętam miałam takie okresy w swoim życiu, że albo nie jadłam wcale albo zajadałam wszystko. Przypomniałam sobie kiedy byłam nastolatką i jak już wtedy to wszystko funkcjonowało.


Teraz kiedy to procesowałam to ciągle do mnie przychodziło, że to poprzez moją wysoką wrażliwość i brak umiejętności radzenia sobie z tymi wszystkimi energiami, które absorbowałam. Jednak pomimo tego, że każdy proces tak się kończył, czułam, że to jeszcze nie wszystko, że przyczyna jest jeszcze głębiej. Dużo pracowałam wcześniej z raną odrzucenia jednak dopiero teraz byłam w stanie, byłam gotowa zmierzyć się z tym co się kryło za takim zaburzeniem odżywiania. Wiem, że jedzenie to mama jednak tyle już to przerabiałam, że nie mogłam znaleźć przyczyny. W końcu okazało się, że to co było tak bolesne dla mnie to kiedy mama nie chciała karmić mnie piersią. Dla mnie wtedy ta mama kiedy mnie karmiła to był raj, cała miłość, przyjemność i wszystko to co z mamą związane dobre. Poczucie bezpieczeństwa i zaspokojonych potrzeb. Wiem, że mama karmiła mnie piersią tylko trzy tygodnie bo nie miała pokarmu. Jednak kiedy weszłam w proces okazało się, że mama nie chciała mnie karmić piersią. To był dla niej problem, obciążenie i brzydziła się tym, czuła ogromną niechęć do tego. Ja wtedy poczułam, że to ze mną jest coś nie tak, ona mnie nie chce!


Chodziłam tak z tym bardzo długo. Pozwoliłam sobie poczuć te uczucia … czułam ogromny smutek i było mi strasznie przykro. W tym momencie już nawet nie czułam złości tylko straszną niesprawiedliwość.


Kiedy przepuściłam te emocje przez siebie poczułam jednak, że pod tą raną odrzucenia jest coś jeszcze. W tym czasie siadałam i zadawałam sobie pytania: ok, wiem już co się dzieje. ale co jeszcze jest? dlaczego teraz czuję w związku z tą sytuacją tyle złości, wkurwu, smutku? Dlaczego nie rozumiem o co chodzi? Co ta sytuacja mi pokazuje? I kiedy tak pytałam przyszła mi odpowiedź: Nie zasługujesz! I wiesz co? Z tym też już pracowałam! Jednak zawsze były to uczucia związane z zasługiwaniem na miłość, radość dobro, na szacunek, na akceptację itd. Tym razem usłyszałam, że nie zasługuję na życie! Przez cały czas wybierałam bycie lojalną wobec mojej rodziny! Nie mogłabym pójść dalej gdybym nie zmierzyła się z tymi przekonaniami i uczuciami. I choć świadomie już dawno idę swoją ścieżką to jeszcze ukryte przekonania decydowały, że nie mogłam iść jeszcze wyżej. Kiedy zaczęłam puszczać to wszystko w procesie w końcu poczułam, że ja mam prawo kroczyć przez życie swoją drogą… ciężko było mi pogodzić się z tym i uszanować, że oni są nadal tam gdzie są. Jednak ja mam prawo iść do przodu. Nie muszę czekać na ich akceptację i błogosławieństwo. I tutaj również musiałam puścić odpowiedzialność za moje rodzeństwo. To nie jest mój obowiązek zajmować się nimi. Tak wyglądało moje życie. Cały czas się nimi zajmowałam i kiedy potrzebowali pomocy to zawsze byłam. Jednak to nie jest ani moja odpowiedzialność ani mój obowiązek. Choć na poziomie energii czułam inaczej i to mnie blokowało. Każdy już jest dorosły i każdy żyje swoim życiem a ja ciągle nosiłam w sobie to przekonanie, że jestem za nich odpowiedzialna. I to nie jest tak, że ja ich odrzucam. Tylko uwalniam siebie a wtedy mogę uwolnić ich aby każdy z nas był w końcu wolny i mógł żyć swoim życiem. Energetycznie chciałam ich ciągnąć za sobą!


Zauważyłam również wśród swoich klientów, że wiele osób tak ma. Czują na poziomie energii, że muszą wieść takie samo samo życie jak ich mama, tata itd albo czekają na tą akceptację i pozwolenie. Jednak mamy wybór i możemy iść swoją drogą i dokonywać swoich wyborów. To my decydujemy bo to my mamy życie w swoich rękach. Pomimo tego, że wiele rzeczy czuję od mojej rodziny, na poziomie energii to i tak idę swoją drogą bo mam do tego prawo! Ty też masz prawo iść swoją drogą i choć wymaga to odwagi to naprawdę zachęcam bo warto. Kiedy zrzucamy te wszystkie przekonania, bo tak trzeba to nasze życie zaczyna się zmieniać.


Często słyszę pytania, że przecież ja już to przerobiłam i znów mi wywala? Zobacz ile ja pracuję, prowadzę Was w sesjach i mi też wywala. Dlatego piszę to dzisiaj aby pokazać, że to jest naturalne, że wywala, że przerabiamy. Jednak to zawsze wywala na coraz głębszym poziomie. Najpierw uwalniamy to co na wierzchu a później idziemy głębiej i głębiej. I to też wszystko idzie stopniowo abyśmy mogli zmiany integrować. To jest też tak, że kiedy jesteśmy gotowi zmierzyć się z głębszymi traumami to one się nam pokażą. Często nie jesteśmy jeszcze gotowi aby dane traumy przepracować. Dlatego to jest proces, który ciągle trwa. Nie obwiniajcie się za to, że znów poczuliście się gorzej. Pamiętajcie, że choć czasami poczujecie się jakbyście trafił do punktu wyjścia to tak nie jest. W swoim procesie cały czas idziesz do przodu. Tak jest!


Jakiś czas temu wróciłam do biegania i zawsze biegam trasą gdzie mam pod górkę. Kiedy po raz kolejny biegłam pod tą górkę i było mi ciężko przestałam patrzeć przed siebie tylko skupiałam się na kolejnym kroku…Patrzyłam tylko metr przed siebie i wiecie co? O wiele łatwiej i szybciej pokonuję wtedy ten odcinek pod tą górkę! I tak jest z naszymi procesami, terapiami. Skupiajcie się na tym co teraz wywala, przerabiajcie krok po kroku a całą drogę będzie Wam łatwiej przebywać.


Rozwijajcie zaufanie do siebie. Własnie siadając do procesu samodzielnie jesteście w stanie rozwijać to zaufanie do siebie. To co przychodzi, to co się pokazuje to jest Wasza prawda. Często mnie pytacie czy jak tak zrobię to dobrze? Pamiętajcie, że sama technika tutaj nie jest ważna. Skupiajcie się na tym co do Was przychodzi. Pozwólcie sobie poczuć to i wtedy procesujcie… Jednak na początek żadna technika nie jest potrzebna. Na początku po prostu siadacie i pytacie: o co chodzi? dlaczego się tak czuję? kiedy już się tak czułam? Czy to jest stare uczucie czy nowe? Pozwalacie sobie aby przychodziły odczucia, obrazy, myśli, sytuacje albo osoby… i wtedy procesujecie. Z każdym takim procesem rozwijacie zaufanie do siebie i dzięki temu jeszcze szybciej będziecie szli do przodu!

Dodaj komentarz